Kiedy po wojnie objąłem kierownictwo Sadu Pomologicznego SGGW w Skierniewicach, znalazłem w nim dwa obok siebie rosnące drzewa Inflanckiej. Owocowały one typowo przemiennie, czego najlepszym dowodem był fakt, że w 1947 dały razem 285 kg owoców, a w 1948 tylko 18 kg. W 1949 poprowadziłem do ataku wprawdzie nie rodzinę, ale studentki. Zerwały kwiaty z połowy jednego i z połowy drugiego drzewa. Skutek był taki, że w 1949 drzewa dały 276 kg piękniejszych, większych owoców, a w 1950 - 221 kg. A więc w rzeczywistości podwyżka plonów znacznie większa niż podawana wyżej w przykładzie teoretycznym.
Dodam jednak na zakończenie, że takie zrywanie kwiatów z połowy korony drzewa daje wyniki u większości odmian, np. Inflanckiej, Landsberskiej, Boikena, Grochówki, Wealthy, ale nie u wszystkich. Są nieliczne wyjątki; przy jednym z nich omal nie skompromitowałem się w oczach młodzieży. Otóż w ogródku pewnej szkoły podstawowej rosło jedno drzewo Kronselskiej. Poradziłem nauczycielce biologii, aby dzieci z połowy zerwały kwiaty. Kwiatki zostały zerwane, ale w przyszłym roku na tak potraktowanej połowie drzewa nie zawiązał się ani jeden kwiat. Kompromitacja! Całe szczęście, że zrobiono to także na obok rosnących dwóch drzewach Landsberskiej i skutek był należyty. Mój autorytet został więc uratowany.
Kosmetyki dla dzieci Nivea | import z chin | drzwi szklane
|